Tytuł tej książki nie powinien brzmieć "Listy", ale "Korespondencja" lub "Zapiski". Listów jest w niej najmniej, aczkolwiek kilkadziesiąt się znajdzie; lwią część zajmują pocztówki, dedykacje, ankiety, rysunki z dopiskami, jest kilka pism oficjalnych, całe mnóstwo karteluszek (na przykład z poleceniami do wykonania dla domu) i w końcu kilka tekstów zamieszczonych w gazetach. Książka posiada układ chronologiczny i podzielona jest na rozdziały z poszczególnych okresów życia Lennona. Lennon lubił pisać dosyć sporo, jednak większość tekstów w jego korespondencji jest zwięzła, lapidarna, często ograniczająca się do pozdrowień z podpisem. W korespondencji Lennon ucieka się do skrótów, znanych jedynie adresatowi aluzji, bawi się językiem, tworzy neologizmy; tylko kilka listów jest tego pozbawionych. Niestety, często utrudnia to lekturę. Dla dobrze władających językiem angielskim to wydanie może stanowić jednak gratkę, gdyż każdy list (nazwijmy je tak ogólnie) obok tłumaczenia posiada fotokopię oryginału, jest zatem doskonała okazja, żeby zapoznać się z listami artysty w oryginalnej formie (kłopot jednak z tym, że Lennon nie pisał zbyt starannie i czytelnie). Reasumując, książka z listami Lennona będzie bezcenna dla fanów, co jest rzeczą oczywistą, a także otworzy oczy tym, którzy nie znali bliżej Lennona, nie spodziewali się, że jest w tym człowieku coś więcej poza statusem ikony rocka. Lennon w listach przedstawia się jako człowiek inteligentny, błyskotliwy, pełen humoru, zainteresowania światem i ludźmi (chociaż w swojej autobiografii Eric Clapton twierdzi nieco inaczej), jest człowiekiem niedoskonałym (skok w bok z May Peng), ale otwartym, wrażliwym i świadomym swojej wartości. I pomimo całego tego szumu wokół jego życia pozostał po prostu sobą. Jak napisał do fana w jedym z listów (cytuję z pamięci): "bogactwo daje ci możliwość kupowania lepszych gatunkowo rzeczy i nie martwisz się o byt swojej rodziny, poza tym jesteśmy wszyscy takimi samymi ludźmi, z takimi samymi troskami i radościami".wtorek, 24 maja 2016
John Lennon, Hunter Davies "Listy"
Tytuł tej książki nie powinien brzmieć "Listy", ale "Korespondencja" lub "Zapiski". Listów jest w niej najmniej, aczkolwiek kilkadziesiąt się znajdzie; lwią część zajmują pocztówki, dedykacje, ankiety, rysunki z dopiskami, jest kilka pism oficjalnych, całe mnóstwo karteluszek (na przykład z poleceniami do wykonania dla domu) i w końcu kilka tekstów zamieszczonych w gazetach. Książka posiada układ chronologiczny i podzielona jest na rozdziały z poszczególnych okresów życia Lennona. Lennon lubił pisać dosyć sporo, jednak większość tekstów w jego korespondencji jest zwięzła, lapidarna, często ograniczająca się do pozdrowień z podpisem. W korespondencji Lennon ucieka się do skrótów, znanych jedynie adresatowi aluzji, bawi się językiem, tworzy neologizmy; tylko kilka listów jest tego pozbawionych. Niestety, często utrudnia to lekturę. Dla dobrze władających językiem angielskim to wydanie może stanowić jednak gratkę, gdyż każdy list (nazwijmy je tak ogólnie) obok tłumaczenia posiada fotokopię oryginału, jest zatem doskonała okazja, żeby zapoznać się z listami artysty w oryginalnej formie (kłopot jednak z tym, że Lennon nie pisał zbyt starannie i czytelnie). Reasumując, książka z listami Lennona będzie bezcenna dla fanów, co jest rzeczą oczywistą, a także otworzy oczy tym, którzy nie znali bliżej Lennona, nie spodziewali się, że jest w tym człowieku coś więcej poza statusem ikony rocka. Lennon w listach przedstawia się jako człowiek inteligentny, błyskotliwy, pełen humoru, zainteresowania światem i ludźmi (chociaż w swojej autobiografii Eric Clapton twierdzi nieco inaczej), jest człowiekiem niedoskonałym (skok w bok z May Peng), ale otwartym, wrażliwym i świadomym swojej wartości. I pomimo całego tego szumu wokół jego życia pozostał po prostu sobą. Jak napisał do fana w jedym z listów (cytuję z pamięci): "bogactwo daje ci możliwość kupowania lepszych gatunkowo rzeczy i nie martwisz się o byt swojej rodziny, poza tym jesteśmy wszyscy takimi samymi ludźmi, z takimi samymi troskami i radościami".wtorek, 5 kwietnia 2016
Sylvie Sinnons "Leonard Cohen. Jestem twoim mężczyzną”
Sążnista,
bogata w fakty i zdjęcia biografia Leonarda Cohena, mistrza poezji
śpiewanej, pisarza, mnicha, kochanka i samotnika. Na ponad 560 stronach
autorka zawarła niebywała ilość informacji, niemniej czasem i tak
pozostaje niedosyt, ale przecież jednego interesuje coś bardziej od
drugiego. Książka zajmująca tak samo jak życie Cohena. Napisała ją
kobieta, która bardzo wysoko ceni twórczość Kanadyjczyka, ale nie stawia
mu pomnika, moim zdaniem stara się być obiektywna. Z książki można dowiedzieć się wiele nieznanych informacji, na przykład to, że Cohen uwielbia komputery i internet, że na debiutanckiej płycie akompaniował mu incognito zespół Kaleidoscope (ten amerykański psychodeliczny, nie brytyjski folkowy). Głównymi nurtami w książce przeplatającymi się wzajemnie i wpływającymi na siebie są: twórczość Cohena, jego związki z kobietami, trasy koncertowe i duchowa droga Cohena, kiedy został mnichem i uczniem guru Zen. Dowiadujemy się o tak zdumiewających faktach, jak ten, że Cohen był przez całe życie niepewny i nieśmiały, że w usa dopiero płyta "I'm Your Man" przyniosła mu większe uznanie krytyków i przysporzyła fanów, że wytwórnia Columbia nie zdecydowała się wydać na rynku amerykańskim albumu "Various Positions". Dziwne to fakty, ponieważ ja sam pamiętam szał na Cohena w połowie lat 80-tych w Polsce, a przecież my byliśmy wtedy za Żelazną Kurtyną i z Zachodu niewiele do nas jednak docierało, w każdym razie płyty Cohena nie funkcjonowały na oficjalnym rynku wydawniczym. W książce Simmons opowiada zarówno o dobrych jaki i złych rzeczach, obiektywnie opisując życie takim jakie po prostu jest, narkotyki, alkohol, kobiety, zawód na przyjaciołach, zdrada, samotność obok sukcesu, uwielbienia, miłości, zadowolenia z siebie. Otrzymujemy portret człowieka przede wszystkim skromnego, pracowitego, potrafiącego poświęcić się dla innych, portret poety i autora piosenek trudnych do zestawienia z innymi, bo trudno znaleźć podobnego do Cohena autora. Cohen jest jeden, niepowtarzalny i oryginalny po prostu.
poniedziałek, 21 marca 2016
Księżyc "Księżyc" [1996]
Płyta zawiera kompozycje oparte niewątpliwie na muzyce ludowej, jednak cienka linia dzieli je od innych gatunków. Siła muzyki Księżyca jest synkretyzm sprawiający wrażenie monolitu, ale nie jest to monolit nudny, jednostajny, wręcz przeciwnie. Na płycie dzieje się wiele i jest ciekawie, mino iż zespół klasyfikuje swoja muzykę jako "psychodeliczno-etniczny minimal". Wszystko to prawda, dodać należy jednak jeszcze wpływy awangardy i muzyki dawnej. Powstała muzyka ezoteryczna, tajemnicza, intrygująca, dominuje w niej nastrój, który ze sporą siła oddziałuje na słuchacza, wprawiając go w specyficzny stan niecodziennej zadumy z lekka nutką melancholii. Melancholia ta jednak nie ma nic wspólnego z depresją, jest to raczej otwarcie często zamkniętej furtki w duszy, droga do niecodziennego stanu, inność, podświadome przeczucie. Takie są moje odczucia związane z muzyką zespołu Księżyc.
Płytę otwiera "Historyjka", śpiewana a capella przez Agatę Harz i Katarzynę Smoluk, nie licząc przeszkadzajki. Ta krótka kompozycja wprowadza słuchacza w nastrój całej płyty, chociaż oczywiście nie zdradza jeszcze wszystkiego. "Verlaine I" oparty jest na dostojnym, imitującym step konia, dźwięku klawesynu; surrealistyczny, nieco Chagallowski tekst opowiada o przejeździe Montmartre'em karcianej damy z ptakiem na ramieniu wiozącej porcelanę w powozie zaprzężonym w szklane konie. Piękne. "Klepana" to tajemnicze pulsowanie syntezatora plus wokalizy i poszumy. Podobnie zbudowana jest następna kompozycja "Klawesynowa", której tytuł sugeruje wiodący instrument. Przekorna miniatura "Chodź" to dialog przeciągłego głosu kuszącego zza światów z głosem mu opierającym się. następna kompozycja wprowadza na nastrój zamyślenia. "Mijana" zaczyna się delikatnym dźwiękiem fortepianu, wzbogaconym o wokalizy, kończy się klawesynem przywodzącym na myśl Bacha. Jest to najdłuższy utwór na płycie, trwa sześć minut. "Zakopaną" zaczyna pozornie oderwane skrzypienie, które cudownie wkomponowane zostało w wokal; uwielbiam ten fragment. Nie ma chyba sensu opisywać wszystkich kompozycji na płycie; jest to niewątpliwie album warty wielokrotnego przesłuchania, a słowa, jakie są, jednak nigdy nie oddadzą piękna muzyki. Trzeba samemu zmierzyć się z dźwiękami, samotnie wejść w świat muzyki grupy Księżyc, tak właśnie będzie dobrze, tak jest chyba najlepiej...
Dodam tylko, że zamykająca klamrą płytę "Historyjka" zawiera fragment tekstu, który posłużył mi za nazwę bloga, a stało sie to za pozwoleniem zespołu, za co w tym miejscu chciałbym grupie bardzo podziękować.
1. Historyjka [0:43]
2. Verlaine I [2:08]
3. Klepana [1:43]
4. Klawesynowa [3:30]
5. Chodź [1:19]
6. Mijana [6:03]
7. Zakopana [4:28]
8. Lalka [2:57]
9. Śmieszki [1:58]
10. MM [2:45]
11. Dychana [1:51]
12. Ile ma lat? [3;36]
13. Verlaine II [2:42]
14. Historyjka [2:19]
Agata Harz, Katarzyna Smoluk, Lechosław Polak, Robert Niziński, Remigiusz Hanaj
oraz gościnnie Wojcek Czern (Za Siódmą Górą)
Serpent.pl: "Księżyc"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
